Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Kijowsko-Pieczerskich w Odrynkach

plenru

Krzyżowi Twemu kłaniamy się Władco i Twe święte Zmartwychwstanie wychwalamy!

Tekst homilii wygłoszonej 29 marca 2015 przez o. archimandrytę Gabriela
w katedrze metropolitalnej św. Marii Magdaleny w Warszawie

 

Krzyżowi Twemu kłaniamy się Władco i Twe święte Zmartwychwstanie wychwalamy!


Wasza Eminencjo, Czcigodni Ojcowie, drodzy Bracia i Siostry.

Tymi przedziwnymi słowami Cerkiew pokazuje nam jak ważnym w życiu chrześcijanina jest krzyż. Mówiąc o krzyżu, jego sile i łasce; o tym jak skuteczną broń w walce z wrogami widzialnymi i niewidzialnymi stanowi, zastanowić się należy skądże siła owego znaku pochodzi? Dziś, kiedy wszyscy doskonale wiemy, czym jest krzyż i nawet niewierzący słusznie kojarzą go z chrześcijaństwem, jego pierwotna symbolika straciła na znaczeniu. A przecież przez wieki rzymskiego panowania, krzyż nie symbolizował zwycięstwa, wręcz przeciwnie, był on narzędziem tortur i wstydu. Śmierć na krzyżu przeznaczona była dla najgorszych złoczyńców, niegodnych lepszej śmierci. „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor. 1,18). Tu właśnie skrywa się jego siła. Nie w krzyżu jako takim i nawet nie w fakcie ukrzyżowania na nim Pana naszego Jezusa Chrystusa. Siła krzyża pochodzi z bardzo często niezauważanego przez nas krótkiego słowa, pokora. Święty Apostoł Paweł w liście do Filipian pisze: „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej” (Filip. 2,8). W owym posłuszeństwie zawiera się tajemnicza siła krzyża. Święty Teofan Zatwornik tak oto komentuje ów fragment Pisma Świętego: „Wcielenie było pierwszym krokiem w samoponiżeniu się Boga, który zechciał ukryć chwałę swej boskości pod osłoną człowieczeństwa. Przebywanie w tym stanie również mogło być chwalebne, jednak tego też nie zechciał Pan. Wybrał on najbardziej niepozorny sposób życia: urodził się w żłobie, rósł w biedzie i trudach pracy, żył pośród wielu wyrzeczeń, nie mając gdzie skłonić głowy. W ten oto sposób „uniżył samego siebie”. To „uniżenie siebie” (pokora) oznacza dobrowolny wybór takiego życia, określa charakter całego życia. Wyrażenie „stawszy się posłusznym” określa natomiast przebieg owego życia, ze wszystkimi zdarzeniami i wypadkami. Św. Ewangelista pisze o Nim, iż nawet „trzciny zgniecionej nie złamał” (Mt. 12,20), nie sprzeciwiał się niczemu, wszystkiemu był posłuszny, godząc się z biegiem wydarzeń życia. Jako Bóg wszystkim rządził i życia swego przebiegiem również mógł kierować sam, lecz wyrzekł się od swej władzy i pokornie przyjmował wszystko, co się przytrafiało będąc temu posłuszny. Raz tylko słowami „Ja jestem” i jeszcze dwa razy stając się niewidzialnym, gdy chciano go pobić, wydawał się być przeciwny złośliwości i nienawiści, lecz tylko na chwilę i to po to, aby pokazać, że godzi się na to wszystko dobrowolnie. Tak oto postanowiono w tajemnicy Trójcy Świętej. Sam Pan nazywał to zgodą z wolą Swego Ojca Niebieskiego.

„Stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej”. Nie sprzeciwiał się nawet kiedy przybliżyła się tak haniebna śmierć. I zwyczajnej śmierci poddać się byłoby hańbą, a co dopiero taka śmierć, to granica zhańbienia. Śmierć zbliżała się przez zwyczajny splot zamysłów i knowań ludzi. On to widział. Z daleka i ze wszystkimi szczegółami, lecz niczemu się nie sprzeciwiał i dobrowolnie przyjął śmierć, jaką zamyśliły względem Niego zawiść i nieprawda. Posłuszny w tym wszystkim był On nie zawiści ludzkiej, lecz postanowieniom Boga wychwalanego w Trójcy, wyrażanym wolą Ojca Niebiańskiego. Tam, w tajemnicy Boskości postanowiono, aby Pan poddał się takiemu biegowi życia i takiemu jego końcowi. Sam ów bieg odbywał się w zgodzie z ogólnymi zasadami Boskiej opatrzności, określającej, zezwalającej i dopuszczającej”

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt. 16,24), powiedział Pan swym uczniom. „Nie zmuszam, lecz pozostawiam to wolnej woli każdego. Dlatego też mówię „kto chce”. Zapraszam do dobrego dzieła, nie złego i nie bolesnego; nie na egzekucję i mękę, do których musiałbym przymuszać. Sprawa sama przez się jest takowa, że może przyciągać i zachęcać. Mówiąc w ten sposób Chrystus coraz mocniej zachęcał do podążania za Nim. Ten co przymusza, często zniechęca, a kto pozostawia słuchającemu wolną wolę, raczej zachęca i przyciąga. Pokorny zwrot skuteczniejszy jest niż przymus. Dlatego też i Chrystus powiedział: „jeśli kto chce” - pisze św. Jan Chryzostom. Nam jednak niezwykle ciężko jest urzeczywistniać owe słowa. Jaki krzyż? Jakie wyrzeknięcie się siebie? Jaka pokora? W zepsutym świecie te cnoty są oznakami słabości, a nie siły; głupoty, a nie mądrości; brakiem rozumienia swej wartości. Przywołajmy jednak raz jeszcze słowa św. ap. Pawła: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor. 1,18). Ta przepełniona łaską siła dawała odwagę męczennikom, mądrość Ojcom Cerkwi i cierpliwość mnichom. Pan powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (Jan 14,6). Lecz prawda ewangeliczna, chrześcijańska, prawda którą jest sam Pan Bóg, przez otaczający nas świat często postrzegana jest jako szaleństwo. Dzięki sile wypływającej z pokory krzyżowej, chrześcijanie mówią o prawdzie, wprawiając w zakłopotanie i wściekłość panów tego świata. Prawda Ewangelii i prawda tego świata nie są dwiema prawdami. Prawda jest jedna, druga z nich – pseudo prawda jest kłamstwem. Powiedzenie prawdy w dzisiejszym świecie często oznacza owe ewangeliczne „zaparcie się samego siebie”. Człowiek mówi prawdę, podźwiga swój krzyż i podąża za Panem, zdając sobie sprawę z tego, że w oczach tego świata podpisuje na siebie wyrok społecznej śmierci. To tutaj właśnie jest pokora, pochodząca z obranego przez siebie krzyża. Człowiek pokornie godzi się na to, że zostanie sam, że będzie gardzony i poniżany. Zostawiają go przyjaciele, rodzina nie rozumie. Zamyka się on w celi swej duszy i stara się odnaleźć tam Pana. Pana, który jest Prawdą. Z miłości do Pana, pokornie godzi się na to wszystko. Jednak owa zgoda niejednokrotnie daje mu siłę, bowiem otrzymuje on wolność pochodzącą z pokory i miłości. Miłość daje siłę korzyć się i być cierpliwym. Jednak wróg rodzaju ludzkiego nie śpi. Ze wszystkich sił stara się on zniszczyć pokój, miłość i zgodę. Kto wkracza na drogę cnoty i zbawienia, chociażby na jej pierwszy stopień, powinien wiedzieć, że książę tego świata i jego sługi będą od tej pory jego najzacieklejszymi wrogami. Ludziom będzie się to wydawać dziwnym. Powiedzą: „przecież ostał się sam, to dziwak, z którym nikt nie chce mieć do czynienia, jednym słowem głupiec”. Jednak w pojęciu duchowym to właśnie tutaj zaczyna się bitwa przeciwko prawdzie, pokorze i miłości, których nienawidzi diabeł. „Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna” (Mt. 10,21), mówi nam św. Ewangelista Mateusz.  Chytry wróg, widząc dobre dzieło, nawet najbliższych nastawia przeciwko tym, którzy chcą realizować w swym życiu słowa ewangelii. Prześladowania, przykrości, pogarda, podśmiechiwanie się najbliższych, duchowych czy też cielesnych rodziców, braci w ciele ale i w wierze. Oto z czym przychodzi się zetknąć. Patrzysz im w oczy i ze łzami pytasz, jak pytał Chrystus: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (Jan 18,23). Nie zrozumiał Piłat i oni nie zrozumieją. Pan powiedział „Mnie przegnali i was gnać będą”. Trzeba się z tym pogodzić i zrozumieć, że tak musi być. To właśnie jest nasz krzyż, to nasze podążanie za Chrystusem, to nasza pokora, to nasza prawda i to nasza wolność. Jednak dzięki krzyżowi było i zmartwychwstanie. Bezgraniczna Chrystusowa pokora zatriumfowała i przywiodła nas ku „pierwotnemu błogosławionemu stanowi”. Dzięki krzyżowi i krzyżowej pokorze Pana, otrzymaliśmy możliwość zbawienia. Zbawienie to jednak nie dzieje się samo przez się. Dokonuje się ono przez Chrystusa, a to znaczy, że również przez Jego cierpienie, krzyż i pokorę. Innej drogi nie ma. Krzyż, pokora, cierpliwość i miłość stanowią nieodłączne elementy duchowego życia chrześcijanina na drodze ku zbawieniu.

Panie Boże, naucz nas być cierpliwymi, kochającymi, pokornymi i przebaczającymi tak, jak i Ty byłeś cierpliwym, kochającym, pokornym i przebaczającym, spoglądając na nas swym spokojnym, łagodnym i ciepłym wzrokiem z krzyża, na którym ukrzyżowaliśmy Ciebie i każdego dnia krzyżujemy swymi grzesznymi uczynkami. Amen.

o. archimandryta Gabriel

Liczba odwiedzin strony: 256373
© 2012-2018 skit.odrynki.pl